W tym momencie nic nie słyszałem. Ani oddechu mamy, ani płaczu Cristiny, ani błagań mojej żony. Tylko głuchy szum, jakby świat skurczył się do jednej, niekończącej się sekundy.
Zrobiłem krok w stronę Cristiny. Ona też drżała i zdawała się nie wiedzieć, co robić. Ale ta woda parzyła. Mogła narazić moją żonę na dożywotnie obrażenia. Albo coś gorszego.
— Cristina, odstaw garnek. Proszę… — powiedziałem, starając się zachować spokój.
Ale moja matka natychmiast interweniowała swoim zimnym tonem, tym, który sprawiał, że czułeś się mały: