Mam trzydzieści cztery lata. I gdyby ktoś zapytał mnie, czego najbardziej żałuję w życiu, nie powiedziałbym, że straconych pieniędzy ani straconych szans w pracy. Najmocniej ciąży mi na sercu coś znacznie cichszego… znacznie bardziej wstydliwego.
Przez długi czas pozwalałem, aby moja żona cierpiała w moim własnym domu.
Najgorsze było to, że nie chciałem jej zrobić krzywdy.
Po prostu… nie widziałem tego.
Albo może tak myślałam, ale wolałam o tym za dużo nie myśleć.
Jestem najmłodszym dzieckiem w rodzinie składającej się z czwórki rodzeństwa. Trzy starsze siostry… i ja. Mój ojciec zmarł, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, i od tamtej pory moja matka, Doña Rosa Ramírez, musiała sama prowadzić dom.
Moje siostry bardzo mi pomogły, to prawda. Pracowały, opiekowały się mną, były przy nas, kiedy najbardziej tego potrzebowaliśmy.
Może dlatego już jako dziecko przyzwyczajałem się do tego, że to oni podejmują decyzje.
Oni decydowali, co było w domu na stałe, co kupowane na targu, nawet wyrażali swoją opinię na temat rzeczy, które teoretycznie dotyczyły tylko mnie.
Co powinien studiować.