Kiedy zobaczyłem moją żonę w ósmym miesiącu ciąży, samotnie zmywającą naczynia o dziesiątej wieczorem, zadzwoniłem do moich trzech sióstr i powiedziałem coś, co sprawiło, że wszyscy zamilkli. Ale najsilniejszą reakcję… wywołała u mnie moja własna matka.

Gdzie powinien pracować.

Kogo powinienem spotkać.

Nigdy nie narzekałem.

Dla mnie… to była po prostu rodzina.

Tak dorastałem.

I tak żyłem przez wiele lat.

Dopóki nie poślubiłem Lucíi.

Lucía Morales nie jest skandalistką ani silną osobowością. Nie należy do tych, które podnoszą głos, żeby wygrać kłótnię. Wręcz przeciwnie, zawsze była spokojna, cierpliwa… teraz powiedziałbym, że nawet zbyt cierpliwa.

Kiedy ją poznałem, zakochałem się właśnie w niej.

Jego łagodnego sposobu mówienia.

Jak słuchał zanim odpowiedział.

Sposób, w jaki się uśmiechał, nawet gdy sprawy nie szły dobrze.

Pobraliśmy się trzy lata temu.

A przez pierwszą połowę wszystko zdawało się iść gładko.

Moja mama mieszkała w domu rodzinnym, a siostry często nas odwiedzały. W San Miguel del Valle normalne było, że rodzina ciągle przychodziła i wychodziła. W niedzielę prawie zawsze zasiadaliśmy przy jednym stole.

Jedzenie, rozmowa, przypominanie sobie historii z przeszłości.