Mój pierwszy projekt był dla prostej rodziny, która chciała stworzyć sobie ciepły dom. Kiedy zobaczyłam efekt końcowy, rozpłakałam się. Nie ze zmęczenia. Z dumy.
Po roku obudziłam się pewnego ranka i zdałam sobie sprawę, że uśmiecham się bez powodu. Miałam klientów. Miałam szacunek. Miałam spokój.
Pewnego dnia przechodziłam obok restauracji. Przez okno zobaczyłam duży stół, eleganckich ludzi, brzęk kieliszków. I pomyślałam o kobiecie, która kiedyś stała w drzwiach z bukietem w dłoniach, bez miejsca przy stole.
Ta kobieta to już nie byłam ja.
Teraz wiedziałam jedno: ktokolwiek nie robi ci miejsca przy stole, nie zasługuje na miejsce w twoim życiu.