oczach.
Dan zadzwonił do mnie dopiero po trzech dniach.
— Gdzie jesteś? Co to za bzdura?
— To nie bzdura. To moje życie — odpowiedziałam spokojnie.
— Wracaj do domu. Mama jest zła.
— Uśmiechnęłam się smutno.
— Powiedz mu, że nie ma już nikogo, kto mógłby go posadzić na stołku.
Rozłączyłam się.
Następowały ciężkie miesiące. Ciężko pracowałam, oszczędzałam każdy grosz, nauczyłam się na nowo ufać sobie. Wynajęłam małą kawalerkę, ale swoją. Kupiłam stół roboczy, kilka szkiców, laptopa.