Faza 2: Łazienka i dziesięć ruchów palców, które zmieniają wszystko
Wyszłam, niby po „herbatę”. W rzeczywistości poszłam do toalety, zamknęłam drzwi i po raz pierwszy od dawna zrobiłam to, co wychodzi mi najlepiej: działałam według planu.
Telefon. Aplikacja bankowa.
Kiedy Stas się pobraliśmy, powiedział: „Tak jest wygodniej. Wszystko jest w jednym systemie. Przecież jestem mężem”.
Uwierzyłam mu wtedy. I dałam mu dodatkową kartę do mojego konta – „na wydatki”. Rok później, kiedy Taisija Pawłowna kręciła program o „Mamusi, która ma kłopoty”, Staś zapytał: „Mamo, żeby nie musiała już nosić gotówki, daj jej dodatkową kartę. Jestem za nią odpowiedzialny”.
Zrobiłam małe ustępstwo. Potem kolejne. I teraz siedzę tu, a „narada rodzinna” w salonie wydaje mi polecenia. Otworzyłam listę kart.
Karta nr 1: podstawowa (moja).
Karta nr 2: dodatkowa (Stas).
Karta nr 3: dodatkowa (Taisija Pawłowna).
Najpierw blokada.
Kliknąłem: „Zablokuj kartę nr 3”. Potwierdzone.
Następnie nr 2. Potwierdzone.
Następnie limity. Ustawiłem limit zakupów online na „0”, a limit wypłat gotówki na „0” dla wszystkich dodatkowych użytkowników. Na wszelki wypadek.
Następnie przyszła kolej na płatności automatyczne. Było kilka wydatków „na wygodę”:
„Pożyczka od Taisii Pawłownej” (przelewana co miesiąc),
„Pomoc od cioci Luby” (jest „tymczasowa”),
i „Wkład do firmy od wujka Kostii” (który w rzeczywistości został oznaczony jako „inwestycja”).
Załatwiłem wszystko. Po kolei.
Na koniec przelałem pieniądze na konto oszczędnościowe, do którego nie mieli dostępu, i włączyłem uwierzytelnianie dwuskładnikowe.
Na ekranie pojawił się spokojny komunikat:
„Karty zablokowane. Transakcje odrzucone”.
Spojrzałem w lustro. Twarz miałem bladą, ale wzrok spokojny.
„To już koniec” – wyszeptałem. „Porozmawiajmy teraz jak dorośli”.