Nie z powodu pieniędzy.
Nie z powodu pomocy.
Ale dlatego, że wreszcie poczuła, że jej dobroć — ta prosta, wiejska dobroć, nauczona od matki — wciąż coś znaczy na tym świecie.
I po raz pierwszy od wielu lat poczuła, że życie nie odwróciło się od niej plecami.
Następnego dnia wyruszyła do Bukaresztu. Z czystymi ubraniami, lekkim sercem i poczuciem, że zrobiła to, co należało — nie oczekując niczego w zamian.
Bo prawdziwa dobroć nie ma ceny.
I nie żąda zapłaty.
Ale czasem… zmienia losy.
A jej los zmieniła na zawsze.