"W dniu, w którym weszłam do sądu w biżuterii wartej prawie 2 miliardy dolarów, podpisując papiery rozwodowe, cała rodzina mojego byłego męża oniemiła... Ale to, co zrobił potem na sali sądowej, było jeszcze bardziej szokujące."
W chwili, gdy wszedłem do sądu w Monterrey, wszyscy na korytarzu odwrócili się, by spojrzeć.
Nie dlatego, że płakałem.
Nie dlatego, że wyglądałem na słabego.
Patrzyli, bo diamenty, które nosiłam, łapały światło tak jasno, że cała poczekalnia zamilkła.
Kobieta, z której rodzina mojego męża zawsze się naśmiewała, nazywając ją "chłopską żoną", przyszła tego dnia w eleganckiej czarnej sukni. Na szyi wisiał mi diamentowy naszyjnik wart prawie dwa miliardy dongów, a platynowa bransoletka lęczyła na nadgarstku. Moje włosy były perfekcyjnie ułożone, a makijaż miękki, ale na tyle uderzający, by przyciągać uwagę obcych.
Ale dziesięć lat wcześniej...
Byłam biedną dziewczyną z Guadalupe, a Alejandro miał tylko starego pickupa i marzenie o wzbogaceniu się.
Nasz ślub był prosty — pieczony kurczak, tortille i kilka tanich piw na stole. A jednak tego dnia uśmiechnąłem się, jakbym nosił same gwiazdy.
Dziesięć lat później to marzenie się spełniło.