aby zaopiekować się moją żoną po tym, jak urodziła dziecko. Lecz pewnego dnia, wracając do domu wcześniej, niż się spodziewałem, przyłapałem ją na potajemnym zjadaniu talerza zepsutego ryżu, wymieszanego z rybimi głowami i ośćmi. To, co nastąpiło potem, było jeszcze bardziej przerażające... Tego popołudnia awaria prądu pogrążyła firmę w ciemnościach, a nasz szef rozesłał wszystkich do domów już o jedenastej. Pomyślałem, że to idealna okazja, by zrobić żonie niespodziankę. W drodze do San Antonio zatrzymałem się w supermarkecie nieopodal miejskiego targu i kupiłem karton importowanego mleka – towaru dość drogiego. Lekarz powiedział, że ten rodzaj mleka pomoże jej szybciej dojść do siebie po porodzie. Już wyobrażałem sobie jej uśmiech na widok mojego wcześniejszego powrotu, a sama myśl o tym sprawiała mi wielką radość. Lecz gdy dotarłem na miejsce, zauważyłem, że drzwi wejściowe są uchylone. W domu panowała dziwna cisza. Być może dziecko w końcu zasnęło po długim płaczu. Moja matka – pani Carter – pewnie wybrała się na spacer do pobliskiego parku albo gawędziła z sąsiadami, jak to miała w zwyczaju o porankach. Wsunąłem się cicho do środka, odstawiłem mleko na stół i skierowałem się do kuchni z zamiarem podgrzania czegoś dla żony. Lecz w chwili, gdy stanąłem w progu kuchni... Zamarłem. Lily siedziała skulona w kącie stołu, poruszając się szybko i nerwowo. Trzymała w rękach dużą miskę. Jadła szybko – niemal desperacko. Pomiędzy kęsami ocierała łzy. Co kilka sekund zerkała w stronę drzwi, jakby obawiała się, że ktoś ją zobaczy. Zmarszczyłem brwi. Dlaczego jadła w ukryciu? Czyżby znowu coś przede mną ukrywała? Wszedłem do kuchni i zapytałem stanowczo: „Dlaczego jesz tak potajemnie?”