To nie było prawdziwe jedzenie.
Był to żółtawy, czerstwy ryż, wymieszany z suszonymi rybimi głowami i ostrymi ościami – czymś, czego nie podałoby się nikomu.
Poczułem, jak lodowaty chłód rozlewa się po całym moim ciele.
Co miesiąc wysyłałem pieniądze mojej matce.
Więc dlaczego… Dlaczego moja żona jadła coś takiego?
Cisza w kuchni była dławiąca.
Spojrzałem znów na miskę, a potem na Lily.
– Co się stało…? – zapytałem cicho.
Nie odpowiedziała nic.
Drżały jej ręce.
– Lily – powiedziałem nieco stanowczo – dlaczego to jesz?
Spuściła głowę. – To nic takiego… Po prostu byłam głodna.
Coś we mnie pękło.