YOU FORCED YOUR DYING EX-WIFE TO SING AT YOUR WEDDING… BUT HER SONG EXPOSED YOU IN FRONT OF EVERYONE IN RECIFE

Na luksusowym weselu nie spodziewasz się ciszy.
Spodziewasz się kryształowego śmiechu, brzęku kieliszków, cichego ryku pieniędzy udających miłość.
Ale w chwili, gdy wjeżdżają z Lídią do sali balowej, powietrze się zmienia, jakby ocean na zewnątrz cofnął się przed burzą.
Chusta zakrywa to, co chemioterapia ukradła, jej sylwetka wygląda na mniejszą niż pamięć, a oczy, jakoś, większe niż strach.

Stoisz przy ołtarzu w dopasowanym garniturze i uśmiechasz się jak człowiek gratulujący sobie.
Davi Azevedo też się uśmiecha, szerzej, bo w jego głowie to teatr, ostatnia scena, w której udowadnia, że "wygrał".
Zorganizował reflektory, mikrofon, zapłatę, upokorzenie ukryte pod postacią "hołdu".
Myśli, że pokój będzie obserwować chorą kobietę śpiewającą i cicho zgodzą się, że to władza decyduje, kto się liczy.

Ale widziałaś już oczy takie jak Lídia.
Nie w salach konferencyjnych ani na spotkaniach inwestorów.
W szpitalnych korytarzach o 3 nad ranem, gdzie prawda nie nosi makijażu.
Jej wzrok nie pada na Davi z błagalnym wzrokiem i nie ustępuje pod ciężarem tłumu.
Patrzy prosto przed siebie, jakby już pogodziła się z tym, że ta noc będzie bolała i nadal ją wykorzysta.

Gdy koordynator wydarzenia wręcza jej mikrofon, nie dziękuje nikomu.
Nie mówi: "To zaszczyt."
Nie udaje, że to normalne, by być wciąganą na ślub byłego męża, by dokonać własnego wymazania.
Podnosi mikrofon pewnymi rękami i bierze jeden powolny oddech, który brzmi jak modlitwa odmawiająca umrzenia.

Davi pochyla się w stronę Bianki, szepcząc z uśmiechem, którego niemal można poczuć smak.
"Patrz," mruczy. "Będzie płakać. Zawsze płakała."
Bianca uśmiecha się jak kobieta, która nigdy nie musiała zasłużyć na okrucieństwo, tylko je odziedziczyła.