Wtedy w drzwiach pojawił się Andriej. Był ubrany w garnitur, z lekko przekrzywionym krawatem i kieliszkiem szampana w dłoni. Przyglądał się tej scenie ze zdumieniem.
— Co tu się dzieje?
Kiedy zobaczył matkę prawie mdlejącą i Teodorę stojącą prosto, z pogniecioną suknią ślubną, zrozumiał.
— Teodoro… dlaczego nie weszłaś?
Spojrzała na niego spokojnie, po raz pierwszy bez bólu.
— Bo twoja matka mnie wyrzuciła. Bo na to pozwoliłeś.
Mężczyzna w SUV-ie podszedł do Andrieja.
— Ta kobieta wybrała życie mojego dziecka ponad własny ślub. Co wybrałaś?
Andriej otworzył usta, ale nie wydobył z siebie ani słowa.