„I miałeś trzy tygodnie, żeby się do tego przygotować”.
Po raz pierwszy na jego twarzy pojawił się błysk paniki. Chwycił telefon i zaczął dzwonić do restauracji, ale w naszym mieście był długi weekend. Wszystkie przyzwoite lokale były zarezerwowane, a catering na ostatnią chwilę był horrendalnie drogi. Mamrotał przekleństwa pod nosem, krążył po kuchni, a potem oskarżył mnie o celowe wprawienie go w zakłopotanie.
Spojrzałam mu w oczy. „Ty pierwszy mnie zawstydziłeś”.
O piątej w domu było tłoczno. Samochody stały wzdłuż ulicy. Mama przyniosła ciasto. Bracia pojawili się z piwem. Wszyscy wchodzili uśmiechnięci i pytali, co tak pięknie pachnie.
Nic nie pachniało przyjemnie.
Ponieważ nie gotowałem.