Kilka tygodni przed moim ślubem teściowa rozbiła jedyną rzecz, jaka mi została po zmarłej matce: jej cenne kryształowe szklanki. Stała tam z miotłą w dłoni, z tym swoim zadowolonym uśmieszkiem, przekonana, że wymazała mamę z mojego życia na zawsze. Nie wiedziała, że właśnie zapoczątkowała swój własny upadek.
Mam na imię Jennifer, mam 25 lat. Straciłam mamę, Alice, gdy miałam 16 lat. Jej nieobecność wciąż boli jak świeża rana. Była uosobieniem ciepła: pełna wdzięku, życzliwa i zawsze pachniała lawendą i cynamonowymi bułeczkami. Była kimś więcej niż matką, była moją najlepszą przyjaciółką.
Nie zostawiła po sobie wiele, ale zostawiła mi swoje kryształowe szklanki. W większości były to tylko kruche odłamki szkła. Dla mnie były święte, symbole niedzielnych popołudni spędzonych na ich polerowaniu i słuchaniu opowieści o jej odkryciu w małym sklepiku w Grove Wood.