— W takim razie powinien pan również wiedzieć, że nie pozwalamy… ludziom takim jak pan swobodnie się tu kręcić.
Kilku gości odwróciło głowy, wyczuwając napięcie.
Starzec pozostał spokojny.
— Jakim ludziom?
Ryan wskazał na jego zniszczone ubranie.
— Wyraźnie nie jest pan naszym gościem.
Zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, Ryan dał znak ochronie.
Dwóch wysokich ochroniarzy natychmiast podeszło.
— Proszę pana — powiedział jeden z nich stanowczo — będziemy musieli poprosić pana o opuszczenie obiektu.
Starzec spojrzał na Ryana.
— Nie sprawiam żadnych kłopotów.
Ryan skrzyżował ramiona.
— Zakłóca pan atmosferę.
Młoda para stojąca nieopodal zaczęła szeptać między sobą.
Starzec westchnął cicho.
— Przyszedłem tylko coś zobaczyć.
Ryan pokręcił głową z irytacją.
— Może pan to zobaczyć z zewnątrz.
Ochroniarze delikatnie chwycili go pod ramiona.
— Proszę iść z nami.
Gdy zaczęli prowadzić go w stronę wyjścia, starzec sięgnął do kieszeni.
— Proszę chwilę poczekać — powiedział spokojnie.
Ryan przewrócił oczami.
— No świetnie. I co teraz?
Mężczyzna wyciągnął starą plastikową kartę.
Uniósł ją bez słowa.
Ryan parsknął śmiechem.
— Myśli pan, że to coś zmieni?
Starzec przez chwilę patrzył na kartę.
— Kiedyś otwierała każde drzwi w tym budynku.
Ochroniarze zawahali się na moment.
Ryan uśmiechnął się szyderczo.
— Naprawdę? A ja kiedyś byłem właścicielem Empire State Building.
Kilku gości nerwowo się zaśmiało.
Ale starzec nie skończył.
— To ja zbudowałem ten hotel.
Ryan roześmiał się jeszcze głośniej.
— Najlepszy żart, jaki słyszałem w tym tygodniu.
Machnął ręką z lekceważeniem.
— Wyrzućcie go.
Ochroniarze ponownie zaczęli prowadzić mężczyznę do wyjścia.
Kiedy mijali dużą ścianę w lobby, starzec uniósł rękę.
— Proszę się zatrzymać.
Ochroniarze zawahali się.
Wskazał na duże, oprawione zdjęcie wiszące nad kominkiem.