Wtedy znów rozległ się głos chłopca:
— Mamo! Te dziewczynki są w mojej klasie.
Odwróciłam się powoli.
Chłopiec, może sześcio- lub siedmioletni, stał kilka kroków dalej, trzymając mamę za rękę i wciąż wskazując na zdjęcie.
Jego matka szybko opuściła jego ramię.
— Eli, kochanie, nie pokazuj palcem.
Spojrzała na mnie przepraszająco.
— Przepraszam — powiedziała łagodnie. — On chyba się myli.
Ale moje serce już zaczęło bić jak oszalałe.
— Proszę… czy mogę zapytać, co miał na myśli?
Kobieta zawahała się, po czym przykucnęła przy synu.
— Eli, dlaczego tak powiedziałeś?
Chłopiec nie odrywał ode mnie wzroku.
— Bo Demi je przyniosła. Wiszą u nas w klasie, tuż przy drzwiach. Powiedziała, że to jej siostry i że teraz mieszkają w chmurach.
To imię uderzyło mnie jak grom.
To nie był przypadek.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze.
— Demi chodzi z tobą do szkoły, kochanie?
Skinął pewnie głową.
— Jest miła. Mówi, że za nimi tęskni.
Twarz jego mamy złagodniała.
— Dzieci robiły ostatnio projekt o tym, kto mieszka w twoim sercu — wyjaśniła. — Demi przyniosła zdjęcie swoich sióstr. Pamiętam, że była bardzo wzruszona, kiedy odbierałam Eli’ego. Ale może tylko są do nich podobne…
„Siostry”.
To słowo boleśnie ścisnęło mnie w środku.
Spojrzałam na nagrobek, a potem znów na chłopca.
— Dziękuję, że mi to powiedziałeś, kochanie — powiedziałam cicho. — Do jakiej szkoły chodzisz?
W końcu odeszli, a matka obejrzała się jeszcze za siebie, jakby obawiała się, że jej syn powiedział coś niestosownego.
A ja stałam tam, obejmując się ramionami, czując, jak przeszłość znów zaczyna pulsować.
Demi.
Znałam to imię.
Wszyscy, którzy znali tę historię, je znali.
Telefon
W domu chodziłam nerwowo po kuchni, dotykając blatu i krzeseł, jakby świat miał zniknąć, gdy tylko się zatrzymam.
Demi — córka Macy.
Macy — niania.
Pytania zderzały się w mojej głowie.
Dlaczego Macy wciąż miała zdjęcie z tamtej nocy?
Dlaczego dała je Demi do szkolnego projektu?
Patrzyłam na telefon, nie wiedząc, co powiedzieć.
W końcu zadzwoniłam do szkoły.
— Lincoln Elementary, słucham, Linda — odezwała się recepcjonistka.
— Dzień dobry… nazywam się Taylor — powiedziałam nerwowo. — Wydaje mi się, że zdjęcie moich córek znajduje się w klasie pierwszej. Ava i Mia… zmarły dwa lata temu. Chciałabym tylko zrozumieć, jak to zdjęcie się tam znalazło.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Ojej… bardzo mi przykro, kochanie. Czy chciałabyś porozmawiać z panią Edwards, wychowawczynią?
— Tak, poproszę.
Po chwili w słuchawce odezwał się inny głos.
— Taylor? Tu mówi pani Edwards. Bardzo współczuję twojej straty. Może chciałabyś sama zobaczyć to zdjęcie?
— Myślę, że muszę.
W klasie
Kiedy dotarłam na miejsce, pani Edwards przywitała mnie z życzliwością.
— Napijesz się herbaty? — zapytała łagodnie.
Pokręciłam głową.
— Czy możemy od razu pójść do sali?
Poprowadziła mnie korytarzem pełnym dziecięcych rysunków.
W środku słychać było ciche rozmowy i szelest kredek.
I wtedy to zobaczyłam.
Na tablicy wspomnień, między zdjęciami zwierząt i dziadków, wisiała fotografia Avy i Mii w piżamach, z twarzami ubrudzonymi lodami.
Między nimi stała Demi, trzymając Mię za nadgarstek.
Podeszłam bliżej, wpatrując się w zdjęcie.
— Skąd ono się wzięło?
Pani Edwards ściszyła głos.
— Nie wiem, ile powinnam powiedzieć, ale Demi twierdziła, że to jej siostry. Czasem o nich opowiada. Jej mama przyniosła to zdjęcie i powiedziała, że pochodzi z ich ostatniego wspólnego wyjścia na lody.
Oparłam się o ścianę.