Katia ustala własne zasady: 8 marca bez menu teściowej

Luty zeszłego roku był dziwny – najpierw odwilż, potem mróz, jakby nawet pogoda nie mogła się zdecydować, co robić.

Katia spojrzała przez okno na woźnego na dole, który kruszył lód z chodnika, i pomyślała, że ​​go rozumie: czasami trzeba po prostu wziąć narzędzie i zacząć kuć coś, co dawno powinno się roztopić.

Telefon leżał na kuchennym stole.

Wiadomość przyszła tego ranka; przeczytała ją w szlafroku, z filiżanką kawy w dłoni, a potem kawa nie miała już żadnego smaku.

Nina Arkadiewna, jej teściowa, przysłała plik.

Dokument miał krótki, rzeczowy tytuł: „Menu na ósmą”.

Katia otworzyła ją i znalazła trzy strony gęsto napisanego tekstu – listę dań ze szczegółowymi opisami, linkami do przepisów, a nawet notatkami w nawiasach: „Dima nie lubi dużo czosnku”, „łyżeczka octu do ciasta – dla lekkości”, „Olivier tylko z kiełbasą Doktorską, z żadną inną”.

Odstawiła kubek.

Usiadła.

Przeczytała jeszcze raz.