Sklep wyglądał na zbyt drogi dla kogoś takiego jak ja. Delikatne, żółte oświetlenie. Witryny wypolerowane tak czysto, że odbijały moją bladą i wyczerpaną twarz. Mężczyzna za ladą, może po sześćdziesiątce, miał na sobie ciemny garnitur i okulary w złotych oprawkach. Na jego plakietce widniał napis:ElliotWyglądał na osobę, która potrafi ocenić wartość diamentu bez mrugnięcia okiem.
„Muszę to sprzedać” – powiedziałam, przesuwając naszyjnik po szkle.
Nie był krzykliwy. Po prostu stary złoty łańcuszek z małą owalną zawieszką, porysowaną i zmatowiałą od lat. Moja mama, Linda, nosiła go codziennie aż do śmierci. Kiedy miałam dwanaście lat, wcisnęła mi go do ręki podczas jednego ze swoich pobytów w szpitalu i powiedziała:Zachowaj to, bez względu na wszystko. Pewnego dnia to wszystko wyjaśni.Zawsze zakładałem, że to morfina przemawia.
Elliot na początku ledwo na niego spojrzał. Potem jego palce znieruchomiały.
Całe jego ciało uległo zmianie.
Uniósł wisiorek bliżej światła, obrócił go i wpatrzył się w maleńki, wygrawerowany herb na plecach. Krew odpłynęła mu z twarzy tak szybko, że aż bolała. Jego oddech stał się płytki. Przez sekundę naprawdę myślałam, że zemdleje.
„Skąd to masz?” wyszeptał.
„To mojej mamy” – powiedziałem. „No cóż, tak było. Potrzebuję pieniędzy na czynsz, więc jeśli to coś warte…”
Zatoczył się do tyłu, uderzając stołkiem o ścianę. „Proszę pani…” Głos mu się załamał. „Pan szukał pani przez dwadzieścia lat”.
Raz się zaśmiałem, bo to brzmiało szalenie. „Chyba trafiłeś na niewłaściwą osobę”.
Ale wtedy otworzyły się tylne drzwi i wszystkie włosy na moich rękach stanęły dęba.
Z tylnego biura wyszedł mężczyzna, jakby przywołał go sam naszyjnik.
Był wysoki, barczysty pomimo wieku i ubrany w grafitowy garnitur, który prawdopodobnie kosztował więcej niż mój miesięczny czynsz. Jego srebrne włosy były starannie zaczesane do tyłu, a twarz miała ten twardy, opanowany wyraz, który widywałem tylko u sędziów i prezesów. Ale to jego oczy mnie przykuły. Szare, przenikliwe i nagle wpatrzone we mnie z takim szokiem, jakiego ludzie nie potrafią udawać.
Elliot pochylił głowę. „Proszę pana.”
Starszy mężczyzna zignorował go. Zrobił jeden powolny krok w moją stronę, potem drugi, jakby bał się, że zniknę, jeśli zrobi to zbyt szybko.
„Jak ma na imię twoja matka?” zapytał.